Kot do specjalnych pomruczeń i pajęczynka pamięci
Kot do specjalnych pomruczeń i pajęczynka pamięci
W pewnym starym domu, pod samym dachem, mieszkał Mruczek. Na
pozór wyglądał jak zwykły dachowiec - bury w ciemne prążki. Jedynie końce łap
miał białe, a i pod brodą biały krawacik. Sąsiedzi znali go jako leniwego
kota, który uwielbiał wygrzewać się na parapecie, przeciągać się po drzemce i
od czasu do czasu gonić za promieniami słońca.
Chyba jednak wiesz, że każdy kot ma dziewięć żywotów.
Mruczek tylko w jednym z nich był zwykłym kocurem. Jeden z jego żywotów
wywodził się od pewnej kocicy tajemniczej kapłanki ze starożytnej krainy
Fantasmagorii. W innym z żywotów był pra-, prawnuczkiem kota agenta perskich
służb specjalnych. Sam Mruczek najbardziej jednak sobie cenił to życie, w
którym nosił szlachetne imię Odsejlyh Orce - Kot Do Specjalnych Pomruczeń. No
tak -już się domyślasz, że Mruczek był prywatnym detektywem. Całkiem zdolnym
prywatnym detektywem. Nie walczył pazurami ani kłami. Jego największą supermocą
było to, że potrafił uspokajać smutne serca, dodawać odwagi i pomagać odnaleźć
nadzieję nawet wtedy, gdy wydawało się, że wszystko zostało stracone.
Czy słyszałeś kiedyś opowieści o prywatnych detektywach?
Otóż każdy z nich ma swoją agencję, swoje biuro, swój gabinet. W gabinecie stoi biurko
i ulubionym zajęciem wszystkich detektywów jest trzymanie nóg na tym biurku.
Nasz Mruczek - o przepraszam - Odsejlyh Orce też miał swoją agencję, swój
gabinet i swoje biurko. Siedział właśnie na krześle, trzymał nogi na blacie i
myślał. Żeby mu się lepiej myślało - zamknął oczy, a ponieważ rozważał bardzo
skomplikowaną sprawę z wysiłkiem wciągał powietrze i wypuszczał je z
przeciągłym świstem. Ze co? Że spał i chrapał?! No wiesz?!! Właściwie... mnie się
też tak wydawało...
W każdym razie kiedy wreszcie ktoś zapukał do drzwi krzesło,
na którym siedział Odsejlyh Orce odchyliło się do tyłu i... nasz detektyw bardzo
szybko wstał z podłogi, aby zobaczyć, kto przyszedł.
— Oho! — mruknął. — Może to jakiś groźny złoczyńca!
Kiedy przechodził obok lustra, szybko przetrenował trzy
bardzo groźne miny, których zadaniem było zmrożenie oddechu ewentualnego
przeciwnika.
Otworzył drzwi...
...i nikogo nie zobaczył.
— Dziwne...
A jednak rozległ się głos:
- Jestem Władek. Pająk Władek.
- Nic nie jest takie, jak to sobie wyobrażasz. - westchnął
detektyw i zamiast tej wytrenowanej zrobił bardzo głupią minę, od której w
gabinecie zapachniało lawendową wodą kolońską.
Dopiero gdy zrobił swój specjalny wewnętrzny zez, którego
nauczył się podczas tajnego szkolenia superkotów, zauważył maleńkiego pajączka
zwisającego na cienkiej nici dokładnie na wysokości swojego nosa.
- W czym mogę pomóc? - zapytał uprzejmie kot i usunął się na
bok pozwalając gościowi wejść do środka.
— Moi rodzice powiedzieli, że mój ukochany dziadek zmarzł i
został schowany. - Władek siedział na krześle i patrzył na czubki swoich ciut
za dużych adidasów. - Szukam go już od kilku dni. Zaglądam pod liście, pod
kamienie, do dziupli, a nawet do starych butów. Nigdzie go nie ma. Czy pomożesz
mi go odnaleźć?
- Czy masz jakieś zdjęcie swojego dziadka?
- Nie. My pająki ciągle latamy z miejsca na miejsce na
swoich nitkach i nie możemy mieć za dużo rzeczy.
Detektyw patrzył na malca, jak siedział na taborecie i
majtał nogami w powietrzu, bo nie dostawał nim do podłogi, i wciąż ocierał łapką
oczy.
Mruczek od razu zrozumiał, że malec źle usłyszał słowa
dorosłych.
Usiadł obok niego bardzo delikatnie.
— Myślę, że rodzice powiedzieli, że dziadek zmarł i
został pochowany.
Pajączek spuścił głowę.
— To znaczy... że już nigdy go nie znajdę?
Kot przez chwilę milczał.
— Czasem bardzo chcielibyśmy znaleźć kogoś, kogo kochamy. To
zupełnie naturalne. Kiedy ktoś umiera, jego ciało zostaje pochowane. Ale miłość
nie daje się zakopać.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
— To gdzie ona jest?
Kot uśmiechnął się.
— Chodź. Pokażę ci.
Zaprowadził pajączka na starą lipę.
— Zamknij oczy. Opowiedz mi o swoim dziadku. - powiedział
podsuwając swojemu rozmówcy pudełko czekoladek.
- Nie pamiętam wiele - pajączek ukradkiem wytarł nos w rękaw
- ale miał takie wąsiki i jak go z kuzynami głaskaliśmy po nich, to on robił
tak: "chap!", a my z piskiem uciekaliśmy. - Władek pomyślał chwilę -
Albo wieszaliśmy się mu na ramionach, a on robił nam karuzelę. I - przypomniał
sobie jeszcze - gotował nam kartoflankę ze skwarkami...
— Uczył mnie tkać pajęczyny... opowiadał śmieszne
historie... zawsze mówił, że nawet najmniejsza nitka może utrzymać wielką
odwagę...
— A kiedy o nim opowiadasz... co czujesz?
— Jakby był troszkę bliżej...
— Właśnie. Wspomnienia są jak niewidzialne nici. Łączą nas z
tymi, których już nie możemy przytulić.
Pajączek zamyślił się.
— Ale dlaczego wciąż chce mi się płakać?
Kot zamruczał ciepło.
— Bo smutek jest dowodem miłości. Gdybyś nie kochał dziadka,
nie byłoby ci przykro. Płacz nie jest oznaką słabości. Czasami jest sposobem, w
jaki serce mówi: „Bardzo za tobą tęsknię.”
— Czy kiedyś przestanę być smutny?
— Smutek nie znika od razu. Najpierw jest wielki jak góra.
Potem staje się wzgórzem. Później kamieniem, który nosimy w kieszeni. Nie znika
całkiem, ale z czasem robi się lżejszy.
— A co mogę zrobić, kiedy znowu będzie mi bardzo ciężko?
Kot zaczął wymieniać swoje sprawdzone sposoby:
— Możesz opowiadać o dziadku.
Możesz narysować to, co razem przeżyliście.
Możesz zrobić miejsce na najpiękniejsze wspomnienia.
Możesz płakać, kiedy łzy chcą wypłynąć.
Możesz przytulić mamę albo tatę.
Możesz powiedzieć: „Tęsknię.”
I pamiętaj, że proszenie o pomoc jest oznaką odwagi.
Pajączek słuchał bardzo uważnie.
- Można powiedzieć,
że twój dziadek się przeprowadził i mieszka teraz tu - Mruczek dotknął czoła
pajączka - i będzie tam tak długo, dopóki będziesz o nim pamiętał.
— A czy mogę zrobić coś dla dziadka?
Kot zamyślił się.
— Oczywiście.
Nazwali to Pajęczynką Pamięci.
Pajączek utkał niewielką pajęczynę. W każdym jej promieniu
umieścił jedno wspomnienie o dziadku: jego śmiech, mądre rady, wspólne zabawy,
ciepłe słowa i odwagę, której uczył wnuka.
Za każdym razem, gdy wiatr delikatnie poruszał pajęczyną,
wspomnienia jakby ożywały.
Od tamtej pory, kiedy pajączek bardzo tęsknił, siadał przy
swojej Pajęczynce Pamięci, opowiadał dziadkowi o swoim dniu i przypominał sobie
wszystko, czego się od niego nauczył.
A Kot do Specjalnych Pomruczeń wiedział, że tym razem nie
uratował świata pazurami ani bohaterstwem.
Uratował małe serce przed samotnością.
Bo są takie straty, których nie można cofnąć.
Można jednak nauczyć się nieść je z miłością, pamięcią i
nadzieją, że ci, których kochaliśmy, pozostają z nami w opowieściach, dobrych
uczynkach i w tym wszystkim, czego nas nauczyli.
I właśnie dlatego Kot do Specjalnych Pomruczeń zawsze
powtarzał:
— Miłość jest jedyną nicią, której nawet śmierć nie
potrafi przerwać.





Komentarze
Prześlij komentarz