Serce z Czerwonego Diamentu
Serce z Czerwonego Diamentu
Dawno temu istniało piękne Królestwo Jednego Brzasku. Była to kraina zielonych lasów, srebrnych rzek i wysokich gór, gdzie ludzie żyli zgodnie, pomagali sobie i wierzyli, że nawet największe trudności można pokonać wspólnymi siłami.
W samym sercu królestwa mieszkało czworo rodzeństwa.
Najstarsza była Liwia Niezłomna, której odwaga nie polegała na tym, że nigdy się nie bała, lecz na tym, że potrafiła zrobić to, co słuszne, mimo strachu.
Drugim był Teodor Rozważny, który zanim podjął decyzję, potrafił uważnie słuchać, obserwować i dostrzegać to, czego inni nie zauważali.
Trzecia była Mira Dobroserca. Jej największą siłą była życzliwość. Nawet wobec tych, którzy byli dla niej niemili, starała się najpierw zrozumieć ich ból.
Najmłodszy był Niko Cichy. Był drobny, spokojny i mówił niewiele. Niektórzy uważali go za nieśmiałego, lecz rodzeństwo wiedziało, że potrafi dostrzec rzeczy niewidoczne dla innych i nigdy nie traci nadziei.
Choć każde z nich było inne, razem stanowili jedność.
Rozpad królestwa
Pewnego dnia wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
W serca mieszkańców zaczęły zakradać się urazy, lęk i wzajemne oskarżenia. Dawni przyjaciele przestawali ze sobą rozmawiać. Rodziny dzieliły się na dwa obozy.
W końcu królestwo rozpadło się na dwa księstwa.
Pierwsze nazwano Abnegacją.
Mieszkańcy tego miejsca wierzyli, że najlepszym sposobem na uniknięcie cierpienia jest rezygnacja z własnych potrzeb. Powtarzali:
– Nie proś. Nie marz. Nie oczekuj. Im mniej pragniesz, tym mniej cię zaboli.
Drugie księstwo nazwano Mizantropią.
Tam z kolei ludzie przestali ufać komukolwiek. Mówili:
– Każdy myśli tylko o sobie. Lepiej uderzyć pierwszy, niż zostać zranionym.
Z początku były to tylko różnice poglądów.
Potem zamknięto granice.
Następnie zaczęto burzyć mosty.
Aż wreszcie wybuchła wojna.
Płonęły wsie, cichły pieśni, a dzieci dorastały w przekonaniu, że mieszkańcy drugiego księstwa są ich odwiecznymi wrogami.
Rodzeństwo nie potrafiło wybrać żadnej strony.
– Nie będziemy walczyć z ludźmi, których jeszcze wczoraj nazywaliśmy sąsiadami – powiedziała Liwia.
– Gdy wybieramy nienawiść, wszyscy przegrywamy – dodała Mira.
Stary mag

Pewnej nocy odwiedził ich bardzo stary mag o imieniu Aldren.
Jego broda była biała jak śnieg, a oczy błyszczały niczym gwiazdy.
– Wojny nie zakończy żaden miecz – powiedział. – Zakończy ją tylko Serce z Czerwonego Diamentu.
– Gdzie je znaleźć? – zapytał Teodor.
– Na Księżycu.
Rodzeństwo zaniemówiło.
– Dawno temu prowadziła tam droga wodna. Można tam dopłynąć łodzią, ale tylko wtedy, gdy Księżyc wschodzi dokładnie naprzeciw ujścia Wielkiej Rzeki.
– A powrót?
– Jest jeszcze trudniejszy. Można wrócić wyłącznie w dniu, kiedy Księżyc zachodzi dokładnie nad źródłem tej samej rzeki. Jeśli nie zdążycie... pozostaniecie tam na zawsze.
– Ile mamy czasu?
– Zaledwie kilka dni.
Podróż
Rodzeństwo wyruszyło natychmiast.
Gdy Księżyc wynurzył się dokładnie naprzeciw ujścia rzeki, srebrna łódź sama odbiła od brzegu.
Płynęli po wodzie, która wyglądała jak płynne lustro.
Po drodze napotkali pierwszą przeszkodę.
Ogromna burza zaczęła rozbijać fale o burty.
Nawet łódź zaczęła skrzypieć.
– Wracajcie! – krzyczał wiatr.
Lecz Liwia Niezłomna mocno chwyciła ster.
– Strach ostrzega. Ale nie może nami rządzić.
Dzięki jej odwadze przepłynęli przez sztorm.
Następnego dnia, kiedy snanęli już na stałym lądzie, dotarli do Labiryntu Mgły.
Każda ścieżka wyglądała identycznie.
Nie było gwiazd.
Nie było słońca.
Nie było drogowskazów.
Wtedy Teodor Rozważny uklęknął.
Dotknął ziemi.
Spojrzał na mech, kierunek wiatru i ślady pozostawione przez nocne zwierzęta.
– Droga nie jest tam, gdzie wydaje się najłatwiejsza. Jest tam, gdzie wszystko do siebie pasuje.
I wyprowadził rodzeństwo z labiryntu.
Dalej spotkali mieszkańców Księżyca – smutne Kamienne Dzieci.
Od setek lat nikt z nimi nie rozmawiał.
Były tak samotne, że zapomniały, jak się uśmiechać.
Pozwalały przejść tylko tym, którzy potrafili dostrzec ich cierpienie.
Wtedy Mira Dobroserca usiadła obok nich.
Nie spieszyła się.
Słuchała.
Pocieszała.
Śpiewała kołysanki, których nauczyła ją mama.
Kamienne twarze po raz pierwszy od wieków rozjaśnił uśmiech.
Otworzyły ukryte przejście.
Najmniejsze serce
Na końcu drogi znajdowała się Grota Ciszy.
Przed wejściem widniał napis:
"Tylko ten, kto nie pragnie wielkości dla siebie, może odnaleźć serce dla wszystkich."
Wejście było niezwykle wąskie.
Liwia nie mogła się przecisnąć.
Teodor również.
Mira także utknęła.
Jedynie drobny Niko Cichy mógł wejść do środka.
Rodzeństwo spojrzało na siebie.
– Idź – powiedzieli jednocześnie.
W jaskini panowała całkowita cisza.
Pośrodku spoczywało Serce z Czerwonego Diamentu.
Kiedy Niko wyciągnął po nie rękę, usłyszał cichy głos:
– Dlaczego chcesz mnie zabrać?
– Nie dla siebie.
– Dla sławy?
– Nie.
– Dla władzy?
– Nie.
– Więc dla kogo?
Niko zamknął oczy.
– Dla wszystkich dzieci, które boją się zasypiać przez odgłosy wojny. Dla rodziców, którzy tęsknią za swoimi bliskimi. Dla tych, którzy zapomnieli, że kiedyś byli przyjaciółmi.
Diament rozbłysnął ciepłym światłem.
Sam wpadł w dłonie chłopca.
Wyścig z czasem
Ale wtedy Teodor spojrzał na niebo.
– Musimy wracać!
Księżyc zaczynał zbliżać się do miejsca, z którego miał zachodzić nad źródłem rzeki.
Rodzeństwo biegło, ile sił.
Liwia przenosiła młodszych przez skalne szczeliny.
Teodor wybierał najkrótszą drogę.
Mira dodawała wszystkim otuchy, gdy zaczynali słabnąć.
Niko mocno trzymał Serce z Czerwonego Diamentu.
W ostatniej chwili wskoczyli do srebrnej łodzi.
Księżyc właśnie dotknął horyzontu.
Łódź ruszyła.
Jeszcze chwila...
Jeszcze kilka oddechów...
I wrócili do swojego świata.
Koniec wojny
Mag Aldren uniósł czerwony diament wysoko nad głowę.
Jego światło rozeszło się po całym królestwie.
Nie było to światło, które zmuszało kogokolwiek do zmiany.
Było światłem przypomnienia.
Każdy przypomniał sobie pierwszy uśmiech sąsiada.
Pierwszą wspólną zabawę.
Pierwszą pomoc otrzymaną od obcego człowieka.
Ludzie zaczęli opuszczać miecze.
Jedni podchodzili do drugich.
Najpierw nieśmiało.
Potem coraz odważniej.
Mosty odbudowano.
Granice przestały mieć znaczenie.
Abnegacja i Mizantropia zniknęły z map.
Na ich miejscu odrodziło się Królestwo Jednego Brzasku.
Król zaproponował rodzeństwu najwyższe zaszczyty.
Lecz oni odmówili.
– To nie jedno z nas uratowało królestwo – powiedziała Liwia.
– Każde zrobiło tylko to, co potrafiło najlepiej – dodał Teodor.
– Dobro rośnie, gdy się nim dzielimy – uśmiechnęła się Mira.
Niko spojrzał na czerwony diament.
– Nawet najmniejsze serce może dokonać wielkich rzeczy... jeśli bije nie tylko dla siebie.
I od tamtej pory rodzice opowiadali dzieciom tę historię nie po to, by uwierzyły w magię, lecz po to, by pamiętały, że odwaga, rozwaga, dobroć i cicha wytrwałość są jak cztery strony jednego serca. Gdy choć jednej z nich zabraknie, świat łatwo się dzieli. Gdy wszystkie współpracują, nawet najgłębsze podziały mogą zostać uleczone.






Komentarze
Prześlij komentarz